Ja to mam szczęście. Ledwo odeszłam z miejsca spotkania z tamtym wilkiem (z którym i tak nie porozmawiałam) już spotykam następnego, który pada przede mną bez życia, cały zakrwawiony. Zdenerwowałam się: Nie mogę go zostawić bo wykrwawi się na śmierć, a nie miałam okazji jeszcze nikogo ratować.
Rozejrzałam się. Do jaskini było daleko, lecz blisko do takiego jednego miejsca w którym będzie można się nim zająć. Niedaleko leżał jakiś rozgałęziony konar, na który włożyłam wilka, i pociągnęłam do tego miejsca. Teraz? Jakoś instynktownie. opatruję kogoś pierwszy raz lecz w jakiś sposób wiem co robić.
- Gdzie on się tułał? - mruczałam pod nosem. Basior wyglądał tragicznie: masa ran, o sińcach nie wspomnę, prawdopodobnie złamane żebro.
***
po godzinie zaczął odzyskiwać przytomność.
Hades?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz